Araukaria #3
Bezpieczeństwo

31 maja 2026

Bezpieczeństwo nie zaczyna się w myślach — zaczyna się w ciele. W tym odcinku przyglądam się temu, czym właściwie jest poczucie bezpieczeństwa: nie jako idea, ale jako stan, który można poczuć w oddechu, w ramionach, w układzie nerwowym.

Opierając się na teorii poliwagalnej, pracach Stephena Porgesa, Bessela van der Kolka i Pat Ogden, opowiadam o neurocepcji — o tym, jak nasz układ nerwowy rozpoznaje bezpieczeństwo i zagrożenie szybciej niż świadomy umysł. O ko-regulacji: jak jedno spokojne ciało może pomóc uspokoić drugie. I o tym, dlaczego bycie widzianym i słyszanym nie jest dodatkiem, ale fundamentem. W odcinku znajdziesz proste somatyczne zaproszenia, żebyś mógł, mogła wrócić do samego doświadczenia — nie tylko do słów o nim.

Audio niedostępne.

0:00
0:00
Araukaria #3: Bezpieczeństwo
Obraz: Monika Wirzajtys

Transkrypcja

Słuchasz Araucarii. Jaką opowieść potrzebujesz usłyszeć, żeby wyzdrowieć?

Wyobraź sobie na chwilę, że idziesz przez las o zmierzchu. Ścieżka jest wąska, drzewa wysokie, powietrze trochę chłodniejsze. Twoje ciało staje się odrobinę bardziej czujne. Może zaczynasz słuchać uważniej, może oddech robi się trochę płytszy. To naturalne. Nasz organizm został stworzony po to, żeby rozpoznawać zagrożenie.

A teraz wyobraź sobie, że w oddali widzisz światło. Małe ognisko. Ktoś przy nim siedzi, słyszysz spokojny głos, może nawet śmiech. I nagle coś w ciele zaczyna się zmieniać. Ramiona opadają trochę niżej, oddech pogłębia się, kroki zwalniają.

To właśnie jest doświadczenie bezpieczeństwa. Nie jako pojęcie, ale jako stan w ciele.

Dziś w Araucarii zatrzymamy się właśnie przy tym doświadczeniu — przy poczuciu bezpieczeństwa. Przy tym, czym ono jest, nie jako idea, ale jako coś, co możemy poczuć w ciele, doświadczyć w nim. Porozmawiamy o tym, jak nasz układ nerwowy rozpoznaje bezpieczeństwo i zagrożenie, jaką rolę odgrywają w tym relacje z innymi ludźmi i dlaczego tak bardzo potrzebujemy być widziani i słyszani. Sięgniemy też do współczesnej wiedzy psychologicznej i neurobiologicznej, między innymi do teorii poliwagalnej i pracy z traumą. Ale przede wszystkim będziemy wracać do doświadczenia — do tego, co dzieje się w ciele, kiedy pojawia się choć odrobina bezpieczeństwa. I może do tego, jak możemy do tego doświadczenia powoli wracać.

W naszej kulturze często uczymy się, że to myśli kierują naszym życiem. Że jeśli coś dobrze zrozumiemy, nasze emocje się zmienią. Ale wiele procesów, które decydują o tym, jak czujemy się rzeczywiście w świecie i w relacjach, zaczyna się często głębiej niż myśli — właśnie w ciele i w autonomicznym układzie nerwowym.

Można użyć takiej metafory, którą przekazywały już nasze babcie — że ciało posiada własną mądrość.

Stephen Porges nazywa ten proces neurocepcją. To zdolność naszego układu nerwowego do nieświadomego rozpoznawania bezpieczeństwa albo zagrożenia. Ciało nieustannie zadaje sobie pytanie: Czy tutaj jest bezpiecznie? Czy trzeba się bronić? Czy można się rozluźnić?

Wyobraź sobie na chwilę taką sytuację. Wchodzisz do pomieszczenia. Nic szczególnego się nie dzieje. Nikt nic nie mówi. A jednak coś w twoim ciele się napina. Albo inna sytuacja — ktoś podnosi wzrok, patrzy na ciebie spokojnie, może nawet lekko się uśmiecha. I ciało reaguje inaczej. To właśnie jest neurocepcja.

Warto też dodać, że teoria poliwagalna jest jednym ze sposobów rozumienia działania układu nerwowego i wciąż jest dyskutowana w świecie nauki. Jednocześnie wiele zjawisk, które opisuje — takie jak właśnie wpływ relacji na regulację — znajduje potwierdzenie w badaniach.

Już dawno zauważono, że kiedy oddychamy spokojnie, serce zaczyna delikatnie zwalniać. To też pokazuje, jak bardzo nasze ciało jest systemem połączonym. Oddech, serce, układ nerwowy. I czasem naprawdę niewiele trzeba, żeby ciało zaczęło się powolutku uspokajać.

Nasze ciała nie szukają bezpieczeństwa w słowach. Szukają go w sygnałach — w tonie głosu, spojrzeniu, obecności. I tak regulujemy się nawzajem.

Pomyśl o małym dziecku, które się przewraca. Najpierw patrzy na twarz dorosłego i dopiero wtedy decyduje, czy jest bezpiecznie. Spokojny układ nerwowy jednej osoby może pomóc uspokoić drugi. Ale żeby to było możliwe, potrzebujemy choć odrobiny własnej stabilności. Bezpieczeństwo w relacji zaczyna się w jednym ciele. Ale — co daje nadzieję — może rozprzestrzeniać się na inne.

Bessel van der Kolk pisze, że jednym z najważniejszych fundamentów zdrowia psychicznego jest nasza zdolność do poczucia się bezpiecznie w obecności innych ludzi. Stąd można wysnuć wniosek, że bezpieczne więzi nie są dodatkiem, ale podstawą. Potrzebujemy, żeby ktoś nas zobaczył, usłyszał i przede wszystkim miał nas w swoim sercu.

Możesz się teraz na chwilę zatrzymać i sprawdzić, czy jest ktoś, przy kim czujesz się choć trochę bardziej spokojnie.

Lubię to zdanie: życie jest rytmem. Serce bije, oddech płynie. Jesteśmy organizmami rytmicznymi. I często to właśnie rytm pomaga nam wracać do równowagi.

Pamiętam z gabinetu taką sytuację, kiedy pracowałam z dziewczynką, która borykała się ze swoją nadpobudliwością. I jak ważnym momentem było, kiedy wzięłyśmy bębenki, zaczęłyśmy wygrywać razem jeden rytm. Było na początku trudno, trudno było się zsynchronizować, ale patrzenie sobie w oczy co jakiś czas, bycie w takim bliższym kontakcie, siedzenie obok siebie i wystukiwanie tego rytmu sprawiło, że w pewnym momencie zaczęłyśmy grać tę samą melodię. I jednocześnie zauważyłam, jak jej układ nerwowy, jak jej nadpobudliwość zaczęła tracić na intensywności.

Mam takie poczucie, że jeśli chodzi zwłaszcza o przywracanie poczucia bezpieczeństwa, to ogromną rolę odgrywa sztuka. Bo czasem wracamy do bezpieczeństwa nie tylko przez relacje, ale właśnie także przez sztukę — przez muzykę, ruch, opowieść. Sztuka ma swój rytm i pomaga ciału poczuć. Poczuć to, co często wydaje się niewypowiadalne, trudne do ujęcia w słowa. Czasem dużo więcej wyrażają obrazy, melodie, czy opowieści.

Jeśli kiedyś czuliśmy się bezpiecznie przy kimś, to to doświadczenie zostaje w ciele — jest w nim zapisane. I można je później powoli ożywiać, jakby przywracać. Kiedy jednak go zabrakło, to właśnie relacja może być tym miejscem, w którym uczymy się tego od nowa — wspólnie, z towarzyszeniem tej drugiej osoby.

Pat Ogden mówi o tym, że bezpieczeństwo można budować od ciała, od prostych rzeczy — od poczucia stóp na ziemi, od doświadczenia swojego oddechu, poczucia oparcia.

Możesz teraz na chwilę sprawdzić, czy czujesz swoje ciało, w jaki sposób go doświadczasz.

A teraz chciałabym Ci zaproponować małe ćwiczenie. Rozejrzyj się spokojnie wokół, znajdź trzy rzeczy, które są dla Ciebie neutralne albo przyjemne. I zatrzymaj na nich wzrok. Nie musisz zmieniać oddechu. Pozwól ciału zauważyć, że teraz jest wystarczająco bezpiecznie.

Podsumowując — bezpieczeństwo nie zawsze jest czymś, co dostaliśmy. Czasem jest czymś, czego uczymy się powoli. I może dziś, na tej drodze, wystarczy być odrobinę mniej samotnym.

Dziękuję Ci za ten wspólny czas w Araucarii i do usłyszenia następnym razem.