Araukaria #4
Golem

16 czerwca 2026

Legenda o golemie, glinianym strażniku ulepionym w XVI-wiecznej Pradze, by chronić ludzi, jest też opowieścią o każdym z nas. W tym odcinku przyglądam się tym częściom nas, które kiedyś uformowały się, by nas chronić: czujności, samowystarczalności, kontroli. One nie są problemem. Są strażnikami, powołanymi do życia z ważnego powodu.

Opierając się na pracy z dziećmi i dorosłymi po trudnych przejściach oraz na somatycznym podejściu Petera Levine'a, pytam, czego ci wewnętrzni strażnicy potrzebują. Nie zawstydzania ani krytyki, ale tego, by ich wysiłek został zauważony, a potem pytania, na które czekali: czy nadal musisz być na warcie? W odcinku znajdziesz krótkie somatyczne zaproszenie, byś mógł, mogła poczuć grunt pod stopami i różnicę między zagrożeniem a wspomnieniem o nim.

Audio niedostępne.

0:00
0:00
Araukaria #4: Golem
Obraz: Monika Wirzajtys

Transkrypcja

Słuchasz Araucarii.

Jaką opowieść potrzebujesz usłyszeć, żeby wyzdrowieć?

Dzisiaj chciałabym zaprosić do spotkania z jedną z najbardziej niezwykłych opowieści, jakie znam, a przypomniała mi o niej Praga i wyjazd do Pragi na konferencję Somatic Experiencing. Jest to legenda o golemie, legenda z XVI wieku. I dla mnie jest to też opowieść o tym, jak to, co miało nas chronić, czasem przejmuje stery w naszym życiu i co to zmienia.

Jest to opowieść o istocie ulepionej z gliny przez rabina właśnie z Pragi, który stworzył ją po to, aby chronić ludzi przed niebezpieczeństwem. I mimo, że pochodzi z dawnej tradycji i ma już tak wiele lat ta legenda, opowieść, to jest też bardzo uniwersalna.

Jak myślę sobie o ludzkiej psychice, traumie, o tym, jak niezwykle mądrze organizm potrafi troszczyć się o nasze przetrwanie, to przychodzi do mnie właśnie obraz golema. I też taka myśl, że może jest tak, że każdy z nas nosi w sobie jakiegoś golema. I oczywiście nie po to, żeby nam szkodził, ale po to, żeby nas chronił.

Zapraszam.

Może na początek przybliżę trochę tę historię, bo nie wszyscy musimy ją kojarzyć. Jest to opowieść, jak dla mnie, o glinianym właśnie strażniku. Dawno temu, według jednej z najsłynniejszych lektur,

więc XVI wieku, związanych z Pragą, rabin ulepił z gliny postać człowieka.

I nie stworzył tej postaci ani dla rozrywki, ani dla sławy, tylko dla ludzi. Żeby ludzie żyjący w strachu mogli się poczuć bezpieczniej. Dla ludzi, którzy potrzebowali ochrony, kogoś, kto będzie czuwał, gdy zagrożenie stanie się za duże. I golem właśnie taki był. Silny, posłuszny, niezmordowany, nie zadawał pytań, nie odczuwał zmęczenia, po prostu wykonywał zadania. No i oczywiście chronił, strzegł, ratował, ale miał też pewne ograniczenie. To znaczy nie był zdolny odczytywać niuansów, nie do końca rozumiał konteksty. Można powiedzieć też, że był bardzo obcy w obchodzeniu się z tym, co się dzieje. Że nie czuł. I nie odróżniał też zagrożenia od wspomnienia zagrożenia. To znaczy nie wiedział, kiedy przestać.

I też tym samym nie wiedział, że jego misja jest już zakończona i może odetchnąć.

Stał się wręcz niemożliwy do zatrzymania i w końcu jego twórca musiał odebrać mu jego moc. I w ten sposób Golem powrócił do gliny.

No ale pozostała o nim legenda,

która jak sobie myślę jest bardzo inspirująca i może nas poruszać do dzisiaj.

Bo nie opowiada tylko o tym glinianym stworzeniu, ale także w pewnym sensie o każdym z nas.

I kiedy pracuje z dziećmi, ale też i z dorosłymi po trudnych przejściach, często widzę, jak niezwykłe strategie potrafi stworzyć człowiek, żeby przetrwać.

Na przykład dziecko staje się samowystarczalne, kiedy nie mogło liczyć na wsparcie.

Albo to, które żyło w nieprzewidywalności rozwija niezwykłą czujność.

Z kolei, kiedy jako dzieci doświadczyliśmy odrzucenia, no to uczymy się nie potrzebować.

Nie potrafimy liczyć na nikogo. I te strategie są często bardzo imponujące. Pomagają nam przeżyć, przetrwać. I jak dla mnie są dowodem niezwykłej inteligencji organizmu. Można powiedzieć jednak, że wtedy zaczyna powstawać ten nasz wewnętrzny golem. On zaczyna się w nas wtedy rodzić. I nie on jest problemem. W kulturze, dzisiejszej kulturze terapeutycznej, czasem zbyt łatwo mówimy, że to jest problem. O dysfunkcjach, mechanizmach obronnych, o objawach. Ale gdyby spojrzeć na to, właśnie przez pryzmat też tej historii, to większość z nich pojawia się z bardzo ważnego powodu. No bo jeśli ktoś nie ufa ludziom, no to najprawdopodobniej nauczył się kiedyś, że zaufanie nie jest bezpieczne. Albo kiedy ktoś wszystko kontroluje, no to z ważnego powodu. Bo może to chaos był zbyt przerażający. Kiedy nie pokazujemy słabości, to być może nie mieliśmy tyle szczęścia, żeby spotkać kogoś, kto potrafiłby te nasze słabości przyjąć. Dlatego nie lubię myśleć o tych, no właśnie takich częściach w nas, jak o problemach. A raczej wolałabym widzieć ich jako strażników, takich glinianych strażników. No nieidealnych, bywa, że sztywnych, bywa, że czasem męczących nas samych, no ale jednak powołanych do życia z bardzo ważnego powodu. Pojawia się jednak taki moment, myślę, że wielu z nas zna ten moment, kiedy zaczynamy płacić jakąś cenę za to, że mamy tego golema w środku.

Ta ochrona zaczyna nas kosztować i zaczyna nas kosztować za dużo. To wtedy mówimy, nie potrafię odpocząć, nie umiem nikogo poprosić o pomoc, ciągle jestem w gotowości, wszystko kontroluję. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam, czułem radość. I w takich chwilach można odnieść właśnie wrażenie, że ten strażnik nadal na posterunku stoi. Tylko, że nie ma już tego zagrożenia. No i tyle, że nasz strażnik tego nie rozpoznał, nie zauważył. I nasz układ nerwowy po trudnych przejściach często działa w takim właśnie trybie. Wcale nie dlatego, że jest jakoś uszkodzony, tylko dlatego, że jest wierny tej misji, która rozpoczęła się dawno temu, żeby nas chronić za wszelką cenę. I to prawdopodobnie z tego powodu spotykam dzieci, które często zachowują się jak mali dorośli, pilnują wszystkiego, martwią się o rodziców, nie chcą sprawiać kłopotów, nie proszą o pomoc. I na pierwszy rzut oka takie dzieci wydają się bardzo dojrzałe. No ale gdyby przyjrzeć się bliżej, to widać ten ogromny wysiłek. Jakby od bardzo dawna pełniły jakąś służbę. Jakby ktoś powierzył im właśnie zadanie chronienia innych, czy też siebie, dużo za wcześnie. I w takich chwilach właśnie można by pomyśleć o golemie, przywołać tego golema, żeby lepiej zrozumieć, że te dzieci musiały stać się silniejsze niż powinny, kiedy były na tym etapie swojego życia. I zadaję sobie taką myśl, że to jest bardzo ważne. I zadaję sobie takie pytanie wtedy. Ok, skoro już mamy tego golema, to co on mi chce powiedzieć? Czego on potrzebuje? I to pytanie budzi właśnie moją ciekawość. I zaczynam się zastanawiać. Ale właśnie z tego miejsca ciekawości. I te odpowiedzi, które przychodzą, to są odpowiedzi, które mówią o tym, że taki golem nie potrzebuje, ani zawstydzania, ani krytyki, nie potrzebuje usłyszeć przestań się bać, albo przestań kontrolować, przestań się zamartwiać. Nie. On potrzebuje na początek spotkać kogoś, kto przede wszystkim z szacunkiem zauważy jego wysiłek, ten trud i przyzna. Widzę, jak długo czuwałeś. Widzę, ile zrobiłeś, żebym mogła poczuć się bezpiecznie. Dziękuję. I to docenienie otwiera przestrzeń na kolejne pytanie, które dopiero wtedy może się pojawić. Czy nadal musisz być na warcie? Teraz chciałabym zaprosić Cię do małego ćwiczenia, jeśli masz ochotę, oczywiście. Jeśli masz na sobie buty albo skarpetki, kapcie, to sprawdź, jakby to było zdjąć jeden but albo jedną skarpetkę i poczuć po prostu podłoże. Poczuj te różnice, jak to jest czuć podłogę przez but i czuć podłogę bosą stopą. Daj sobie chwilę. Jeśli masz ochotę, możesz rozejrzeć się też wokół. Nie musisz się spieszyć. Znajdź trzy elementy w swoim otoczeniu, które wydają się przyjemne dla Twoich oczu. To może być kolor, może być światło albo jakiś kształt. A teraz zauważ wszystkie miejsca w Twoim ciele, które stykają się z podłożem. To może być właśnie podłoga pod Twoimi stopami, ale to może być też krzesło, kanapa. A teraz sprawdź, czy jest jakaś część Ciebie, która od dawna próbuje o coś zadbać. Daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz. Nie zmieniaj jej. Nie przekonuj. Po prostu zauważ tę część. Może jest zmęczona, a może jest bardzo dzielna. Może pełni służbę już bardzo długo. Legenda o golemię kończy się powrotem do gliny.

I lubię myśleć o tym symbolicznie. To znaczy, gliny, tak jak ziemi, można dotknąć. I to mi się kojarzy właśnie z sensorycznymi wrażeniami. Z dotykiem, z ciałem, z oddechem. Z tym, co jest realne. Tu i teraz. W jednej z najbardziej znanych wersji legendy na czole golema jest zapisane hebrajskie słowo emet. Inaczej prawda. I kiedy golem stał się, no właśnie, nieprzewidywalny i już niepomocny, rabin musiał usunąć pierwszą literę e ze słowa emet, pozostawiając słowo met, czyli martwy. I to wydaje mi się bardzo takim poruszającym symbolem. To znaczy, trudne przeżycia często zmuszają nas do życia w niepełnej prawdzie o nas samych. To jest prawda o naszym bólu, samotności, tęsknocie, strachu. I ona jest ukryta. Czy została ukryta. Bo była zbyt trudna dla nas do uniesienia. I w tym procesie zdrowienia, wychodzenia, czy żegnania golema nie chodzi wcale o takie bezpardonowe odsłanianie wszystkiego. Chodzi raczej o stopniowe odzyskiwanie właśnie naszej prawdy, którą ciało i układ nerwowy są już gotowe przyjąć. I może właśnie to jest o tym. I to jakoś mnie do tej opowieści o golemię przyciąga. Czyli jakiś rodzaj podobieństwa. Bo być może zdrowienie wcale nie polega na tym, żeby się pozbyć golema w sobie, czy się pozbyć tych naszych wewnętrznych strażników. Tylko na tym, by nie musieli już istnieć w samotności, w takim dźwiganiu tej odpowiedzialności za całe nasze życie. Może właśnie chodzi o to, żeby obok czujności mogła pojawić się ciekawość. Żeby obok przetrwania mogło zaistnieć życie. Żeby obok kontroli mogło też pojawić się zaufanie. I w tym sensie jest to opowieść, która daje jednak nadzieję. I przypominają mi się teraz słowa Petera Levine'a, który pracuje obecnie nad swoją ostatnią książką i o takich połączeniach trudnych doświadczeń, traumatycznych doświadczeń z duchowością. I powiedział takie zdanie, które ze mną zostało, że kiedy uzdrawiamy, czy wychodzimy z tych takich najgłębszych naszych traum, to potrzebujemy takiej totalnej obecności. Takiego bycia w sobie. Takiego bycia właśnie przy ziemi, przy tym tu i teraz. Żebyśmy mogli, żebyśmy byli w stanie rozdzielić to zagrożenie od wspomnienia o nim. Żebyśmy pozostali w tym, co jest tu. I mieli kontakt z bezpieczeństwem, żeby móc pomieścić tę naszą historię i prawdę o nas samych. Dziękuję, że byliście ze mną dzisiaj w Araucarii. To bardzo spontaniczny odcinek, nagrany zaraz po przyjeździe z konferencji. Życzę, aby wszystkie wewnętrzne golemy, moje i wasze, spotkały kiedyś miejsce, w którym będą mogły chociaż na chwilę odetchnąć. Dziękuję wam bardzo i do usłyszenia.